Moja działalność na Instagramie

Ach... Trochę mnie tu nie było... Dlaczego? Sama nie wiem. Nie miałam ochoty pisać postów, nie sprawia mi to już takiej przyjemności jak kiedyś. Ale dzisiaj nie o tym. W międzyczasie w grudniu wybiła 3 rocznica istnienia mojego bloga! To już tyle czasu, a ja pamiętam moment, w którym czytałam pierwsze komentarze od Was. DZIĘKUJĘ za te trzy lata!
Przychodzę do Was z postem, nieco innym niż wszystkie. Jak może wiecie, a może i też nie prowadzę dwa konta na wszystkim dobrze znanym Instagramie. Jedno jest prywatne, zaś drugie- artustyczno- studygramowe. Co to oznacza? Umieszczam tam moje rysunki, kaligrafię, notatki i dodaję filmiki z ich tworzenia. Chciałabym poszerzyć grono odbiorców na tymże koncie, dlatego prezentuję Wam dzisiaj i ujawniam trochę mojego profilu.



Post udostępniony przez Marta x atramka x @atramkax (@atramkaletters)


Post udostępniony przez Marta x atramka x @atramkax (@atramkaletters)


Po więcej zapraszam na ten profil!

Grudniowa organizacja

Przygotowałam dla Was dwie propozycje kalendarzy na grudzień. Są one z grafikami, które stworzyła, a raczej namalowałam sama. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu i może je do czegoś wykorzystacie.
Lepsza jakość: KLIK

Lepsza jakość: KLIK

Disabled rider

Czemu jeździsz na koniu i chodzisz o kuli? Czy nie boisz się, że spadniesz, jak masz problemy z nogami? Z takimi właśnie pytaniami spotykam się coraz częściej. Jestem tu, żeby opowiedzieć Wam trochę historii o mojej jeździe konnej i po części moim zdrowiu.
Kiedy byłam w 6 klasie podstawówki (to był chyba 2012 rok) skacząc przez krzaki (tak, dobrze czytacie) wywichnęłam sobie rzepkę w kolanie oraz naderwałam wiązadła krzyżowe oraz troczki. Brzmi dosyć niebezpiecznie, ale w sumie takie nie jest. Chodziłam wtedy o dwóch kulach i ze stabilizatorem na nodze. Po jakimś czasie i rehabilitacji z nogą było w porządku i mogłam zacząć chodzić o własnych siłach. Warto wspomnieć, że rok wcześniej zaczęłam swoją przygodę z końmi i jeździectwem, a jak możecie się domyśleć, kontuzja wykluczyła mnie na jakiś czas do tego sportu. Jak wspomniałam, kiedy z nogą było już dobrze, zaczęłam chodzić sama. Jednak nie na długo. Ból wrócił ze zdwojoną siłą i usadowił się też w biodrze. Szybko zaczęłam chodzić znowu z dwiema kulami. Lekarze nie do końca wiedzieli co mi jest. Spędziłam dużo czasu w różnych szpitalach lądując na najróżniejszych badaniach. Po jakimś czasie mogłam odstawić już jedną kulę, a z drugą chodzę do dzisiaj? Czy nie boli mnie noga, kiedy jeżdżę konno? Oczywiście, że boli, ale staram się to ignorować i skupiać się na jeździe. Podsumowując, mogę powiedzieć, że moja noga dalej mnie boli, ale i tak jeżdżę, bo lekarz powiedział, że  nie zagraża to samo w sobie mojemu zdrowiu. 
Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wątpliwości i udało mi się w miarę jasno to wytłumaczyć. 

Listopadowa organizacja

Posty o organizacji chyba stały się już małą tradycją na moim blogu. W tym miesiącu stworzyłam dużo akwarelowych motywów dlatego mogłam je wykorzystać do zrobienia kalendarzy. Dajcie znać czy Wam się podobają.